Wychowanie w posłuszeństwie, a samodzielność

„Czym za młodu skorupka nasiąknie, tym na starość trąci” – wszyscy znamy to przysłowie. To, jak są wychowywani ludzie w okresie ich dzieciństwa wpływa na kształt ich osoby w dorosłym życiu, a także na to w jakim świecie będziemy żyć, kiedy to my będziemy w okresie późnej dorosłości. Już w starożytnej Grecji Platon szerzył pogląd o rodzinie jako podstawowej jednostce wychowania dzieci oraz pierwszej komórce społecznej w jakiej dziecko uczy się funkcjonować.

Pierwsze wyobrażenie o swoim miejscu i roli w społeczeństwie oraz życiu społecznym, kształtuje się właśnie na etapie wychowywania w rodzinie. Dziecko uczy się na ten temat wielu rzeczy i nabywa pewne cechy charakteru człowieka m.in. cierpliwość, uczynność, pracowitość, potrzeba odczuwania własnej wartości i szacunek dla innych, samokrytycyzm, ale także lenistwo, lekceważenie innych, wygodnictwo czy egoizm. W zależności od stylu wychowania nabyte cechy mogą być pozytywne lub negatywne.

W trakcie wychowania rodzice stosują różne style wychowania, czasami ich kombinację. Wszystkie style są ze sobą połączone aspektem wymagania posłuszeństwa – w mniejszym lub większym stopniu. Niestety jak uważał nieżyjący już profesor Radosław Drwal, w większości, dla rodziców w zachowaniu dzieci ważnym jest to, aby były one posłuszne i wypełniały polecenia, które otrzymują bez pytania i zawahania czy ociągania się, bez wyrażania sprzeciwu czy własnego zdania. Czy jednak oczekiwanie całkowitego posłuszeństwa od dzieci jest czymś, co rzeczywiście wpłynie konstruktywnie na ich późniejsze funkcjonowanie w życiu społecznym i zawodowym? Czy powinniśmy wychować dzieci ucząc je podległości i posłuszeństwa autorytetom?

Autorytarne wychowanie

„Jak ci mówię, że masz coś zrobić, to zrób to” – jest niestety często pojawiająca się odpowiedź rodziców na pytanie dzieci: „Dlaczego?” lub „Po co?”. Pojawia się kiedy rodzice są zmęczeni tłumaczeniem, zestresowani, mają inne sprawy na głowie albo gdzieś się spieszą. Takiego typu odpowiedź pada także w szkołach, udzielana przez nauczycieli pomimo ich wykształcenia pedagogicznego i wiedzy w zakresie nauczania oraz wychowywania. Oczekuje się od dzieci bezwarunkowego posłuszeństwa autorytetowi, bycia grzecznym i ułożonym, nie sprawiającym zbędnych problemów – cały czas, wszędzie i w niemal każdych okolicznościach. Taka komunikacja i traktowanie dzieci jest jedną z cech autorytarnego stylu wychowania.

Jednym z najczęściej popełnianych przez rodziców czy nauczycieli błędów wychowawczych jest wprowadzanie nadmiernego rygoru i oczekiwanie pełnego posłuszeństwa. Spójrzmy na tę kwestię nieco szerzej, także w kontekście dorosłego życia: czy jest to dom czy szkoła, czy praca, taki styl wychowania zwykle wprowadza napiętą i niemiłą atmosferę między wychowywanym, a wychowującym. Ponadto wzbudza strach, lęk i zależność, a zabiera wolną wolę, ciekawość świata, poczucie bliskości czy swobodę działania. Za tymi konsekwencjami podążają kolejne. A mianowicie, człowiek, który jest bezrefleksyjnie posłuszny i wykonuje polecenia automatycznie, bez zastanawiania się nad argumentami czy przyczynami lub celem danego zadania, traci możliwość poniesienia ewentualnych konsekwencji. Nawet kiedy dana czynność budzi w nim niechęć bądź wątpliwość, nie zadaje pytań ani nie szuka dodatkowych informacji, lecz wykonuje polecenie i zatraca umiejętność refleksji nad swoim działaniem. W konsekwencji wykształca się w nim uległa i podporządkowana postawa.

Autorytarny styl wychowania prócz wymagania bezwzględnego posłuszeństwa, bazuje dodatkowo na bezgranicznym autorytecie – może to być rodzic w domu lub/i nauczyciel w szkole lub/i szef w pracy, których zdaniu nie można się sprzeciwić w żaden sposób, gdyż stawiany jest na szczycie hierarchii. To z kolei powoduje nierówność relacji, zaburza równowagę sił i wzbudza poczucie przedmiotowości u człowieka.

W stylu autorytarnym ludzie ślepo słuchając autorytetu nie podejmują samodzielnie prawie żadnych decyzji, są na każdym kroku kontrolowani, mają wyznaczane zadania do wykonania i reguły do przestrzegania. Posłuszeństwo zaś, nie bierze się ze zrozumienia konsekwencji czy zasadności danego zadania, ale z obawy przed karą. Człowiek taki wie, kiedy i jak ma się zachować, ale nie rozumie, dlaczego. Ponadto przyzwyczaja się, że jego potrzeby/pomysły nie są ważne i nie są brane pod uwagę; że nie może mieć swojego zdania i nie powinno wyrażać sprzeciwu.

Dorośli ludzie wychowani w stylu autorytarnym robią wiele rzeczy automatycznie i bez refleksji, naśladują nawyki i wzorce, które widzieli i doświadczali w dzieciństwie. Wzorce takie, szczególnie jeśli były wzmacniane w późniejszym czasie są trudne do kontrolowania i do wyeliminowania. Często rodzice wychowują dzieci tak samo jak oni sami byli wychowywani i przekazują te same wzorce jakie sami otrzymali, a także kontynuują takie zachowania w stosunku do innych w miejscu pracy. Wielu dzisiejszych dorosłych wspomina czasy dzieciństwa i mówi dzieciom: „Jak ja byłam/-em w twoim wieku to nie miałam/-em nic do powiedzenia.” Takie wytłumaczenie działania prowadzi do zapętlenia i przekazania dalej tych samych wzorców. Osoba wychowywana w mocno autorytarnym środowisku z dużym prawdopodobieństwem w dorosłości nie będzie potrafiła w pełni podejmować różnych decyzji z obawy przez konsekwencjami, nie będzie także osobą inicjującą i działającą, a także będzie w większym stopniu podatna na siłę autorytetu i posłuszeństwo wobec niego. Nie będzie także potrafiła wyrażać swoich emocji oraz potrzeb, a co za tym idzie, jej samoocena będzie zaniżona, co w konsekwencji może prowadzić do zaburzeń psychicznych z tym związanych.

Eksperyment Milgrama

Posłuszeństwo jest w pewnym stopniu nierozłącznym elementem życia społecznego, jednakże egzekwowane w nadmiarze, może być przyczyną wielu negatywnych konsekwencji. Pokazał to w swoich eksperymentach Stanley Milgram, amerykański psycholog społeczny pracujący m.in. na Uniwersytecie Harvarda, Nowego Jorku oraz Yale. Postanowił on sprawdzić jak bardzo ludzie są posłuszni autorytetowi w dość skrajnej sytuacji – zadawania bólu innemu człowiekowi.

Opracował on badanie w warunkach laboratoryjnych na Uniwersytecie Yale, w którym nieznające celu eksperymentu osoby, będące w roli nauczyciela, karały porażeniem prądem ofiarę (ucznia) za złe odpowiedzi na pytania. Osoba badana siadała w pokoju z instruktorem, profesorem psychologii słynnego uniwersytetu, która wyjaśniała jej na czym polega jej rola oraz rola ucznia w drugim pokoju. Osoba badana myślała, że badany jest aspekt działania kary na proces uczenia się i miała wymierzać ofierze coraz silniejszą karę, w miarę jak ta błędnie odpowiadała na pytania. Kara była wymierzana za pomocą generatora prądu z 30 przyciskami od 15V do 450V i opatrzona słownym wytłumaczeniem każdego natężenia od „słaby wstrząs” do „niebezpieczeństwo: poważny wstrząs”. Polecenia, aby wykonać karę wydawał profesor. Uczeń natomiast był podstawioną osobą niby partycypującą w eksperymencie, która udawała reakcję na kolejne bodźce elektryczne (aktor). Działanie osoby badanej uznawano jako akt posłuszeństwa do momentu, kiedy żądała ona przerwania badania i rezygnowała z dalszej części eksperymentu pod wpływem nasilającego się w niej sprzeciwu. Milgram w oryginalnym eksperymencie przebadał w ten sposób 40 osób płci męskiej w wieku od 20 do 50 lat z różnym poziomem wykształcenia.

Wyniki eksperymentu były zatrważające. Każdy z badanych przekroczył poziom 300V, a tylko 14 osób sprzeciwiło się profesorowi na różnych poziomach powyżej tego progu. 24 osoby doszły do ostatniego przycisku 450V i nacisnęły go za poleceniem profesora. Te wyniki zszokowały świat i eksperyment ujawnił niesamowicie silną uległość człowieka w stosunku do autorytetu.

Eksperyment Milgrama był replikowany w różnych krajach świata i jego wyniki były zawsze zbliżone – ok. 60% badanych wcisnęło ostatni przycisk generatora prądu w celu najmocniejszego porażenia prądem ucznia. Dlaczego tak się dzieje? Z jakiego powodu ludzie są tak bardzo posłuszni autorytetowi? Milgram uważał, że ludzie w obecnych czasach przestali samodzielnie myśleć, nie potrafią podejmować decyzji, a co za tym idzie ponosić konsekwencji swojego działania. Ludzie dają sobą sterować, gdyż wtedy unikają odpowiedzialności, mają wrażenie, że to nie oni są winni danego działania, gdyż „tylko” wykonują polecenia innych, są pośrednikami w działaniu, a nie głównym sprawcą.

Polacy bezgranicznie posłuszni

Eksperyment Milgrama został zreplikowany całkiem niedawno także w Polsce. Dariusz Doliński i Tomasz Grzyb, psychologowie społeczni, postanowili sprawdzić jak kwestia posłuszeństwa wygląda w naszym kraju. Na badanie zaproszono 80 osób – kobiety i mężczyzn. Doliński i Grzyb chcieli sprawdzić, czy płeć ma znaczenie w kwestii posłuszeństwa – zarówno w kwestii roli ofiary, jak i nauczyciela. Ponieważ całkowita replikacja eksperymentu była zabroniona, użyli oni maszyny z jedynie 10 przyciskami. Badane osoby były dobrane tak, aby nie znały eksperymentu Milgrama, ani nie miały profesjonalnej wiedzy psychologicznej.

Biorąc pod uwagę historię Polski i Polaków jako naród niepokorny i niezbyt oddany władzy, Doliński i Grzyb myśleli, że wyniki będą odbiegały od tych z badania w USA – mylili się. Myśleli także o tym, że w polskiej tradycji kobieta zajmuje szczególne miejsce i przysługuje jej wynikający z niego szacunek, wobec czego będzie ona traktowana bardziej ulgowo w trakcie eksperymentu – także się mylili. W końcu stwierdzili, że będą od razu prosić osobę badaną o wciśnięcie ostatniego przycisku, gdyż myśleli, że to konsekwencja w działaniu i powolne podnoszenie mocy rażenia prądem wpływa na zachowanie badanych i ich posłuszeństwo – tutaj także się mylili.

Wyniki eksperymentu w Polsce były bardzo podobne do wyników eksperymentu Milgrama , a także do wyników z powtórzenia Gilberta z 2009 roku w USA. Wśród 80 badanych osób, większość przycisnęła ostatni przycisk generatora prądu – niezależnie od wieku, wykształcenia, płci badanego czy płci osoby grającej ucznia. Także bez znaczenia było to, czy wciskają przyciski po kolei czy od raz ten ostatni.

Wychowanie w posłuszeństwie

Wyniku obu powyższych eksperymentów nie nastrajają pozytywnie, wręcz przeciwnie – budzą grozę i niedowierzanie. C.P. Snow (1961) mocno mówi o konsekwencjach ślepego posłuszeństwa: „Kiedy myśli się o długiej i ponurej historii ludzkości, nasuwa się wniosek, że więcej ohydnych zbrodni popełniono w imię posłuszeństwa, niż w imię buntu.” Jeśli spojrzymy w przeszłość na rządy Adolfa Hitlera i armię podległych mu ludzi czyniących niewyobrażalne zbrodnie w imię autorytetu, ciągle zdarzające się masowe ludobójstwa w krajach Afryki czy Azji czy też kwestie działania współczesnych organizacji terrorystycznych, możemy przyznać mu absolutną rację. Na szczęście są i tacy, którzy przeciw autorytetowi występowali i występują, choć z reguły ich zachowanie jest odbierane jako sprzeciw władzy czy powszechnym normom, jest piętnowane jako buntownicze i niszczące dla panującego powszechnie porządku rzeczy.

Posłuszeństwo, a wolność

Pewna doza posłuszeństwa autorytetom od wieków buduje świat i rządzi społeczeństwami. I chyba tutaj jest tak jak ze wszystkim, w skrajnej ilości nic nie jest dobre. Popatrzmy na chwilkę w przeszłość i wyobraźmy sobie co by było, gdyby w dawnych czasach naszych przodków, kiedy panowała ścisła hierarchia i zasady w trakcie  np. polowania, łowcy polowaliby każdy po swojemu – prawdopodobnie taka społeczność ludzi miałaby problemy z przetrwaniem. Patrząc współcześnie, posłuszeństwo autorytetowi w niektórych sytuacjach może uratować życie, np. w sytuacji pożaru nie powinniśmy się zastanawiać, czy wyjście na pewno jest w prawo, skoro dostaliśmy taką informację od strażaka. Istnieje wiele takich przykładów, kiedy posłuszeństwo wyznaczonemu autorytetowi jest pożyteczne. Dlatego powinno się nie tyle wychowywać ludzi w posłuszeństwie lub nie, ale uczyć myślenia i rozróżniania – kiedy czują, że coś, co zostało im nakazane z góry nie jest dobre lub nie zgadza się ich uczuciami czy moralnością, to może warto się nad tym zastanowić, a nie automatycznie przyjmować lub odrzucać, bez głębszej refleksji i przemyślenia.

To w jakim świecie przyjdzie nam żyć zależy w ogromnej mierze od nas i od naszych potomków, czyli naszych dzieci oraz osób młodszych od nas, którym przekazujemy wiedzę i doświadczenie. Następnym razem więc, kiedy dziecko zapyta o powód wyniesienia śmieci czy wyłączenia telewizji, to zastanówmy się czy zamiast powszechnego: „Bo tak Ci mówię”, nie lepiej byłoby usiąść razem i wytłumaczyć co jest naszym celem w tym powierzonym dziecku zadaniu czy czynności. Tak samo w pracy, kiedy ustalane są cele i zadania na następny miesiąc/kwartał i padają pytania od młodszych kolegów i koleżanek o sens tego planu, to warto jest zastanowić się nad odpowiedziami. To jakich odpowiedzi na pytania udzielamy dzieciom, współpracownikom, podwładnym i innym ludziom uczącym się od nas determinuje przyszłość – wpływa na to czy ludzie będą samodzielni i odpowiedzialni, kreatywni i myślący, potrafiący wyrażać emocje i żyć w zgodzie ze sobą.

2 myśli w temacie “Wychowanie w posłuszeństwie, a samodzielność

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

%d blogerów lubi to: